poniedziałek, 27 marca 2017

Czas zegarów

 Trwożliwie uniósł wzrok ponad tarczę zegara. Nad wieżą szybował ogromny drapieżny ptak, łakomie rozglądając się po okolicy. Trevor poczuł, jak braknie mu powietrza. Zwierzę przypominało krzyżówkę smoka z kurą, z opalizującymi ślepiami, błyszczącymi szponami i rudawymi piórami. Morderczą krzyżówkę.
 Chłopak wstrzymał oddech i poczekał, aż bestia się oddali. Ta jednak wyraźnie nie skłaniała się ku temu. Wciąż rozglądała się, szukając czegoś pomiędzy budynkami. Zapewne jego. 
 Stał więc tak, wciśnięty między stary, porzucony wóz a wilgotną ścianę budynku naprzeciw wieży zegarowej z łukiem i wybuchową strzałą w ręce, czekając na okazję. Trevorem targały różne emocje. Ekscytacja, bo to w końcu właśnie jemu powierzono misję zniszczenia głównego czasomierza w mieście. Strach, ponieważ dziwaczne stwory panoszyły się i atakowały mieszkańców coraz bezczelniej. Niepewność, czy sprosta zadaniu i czy to przeklęte ptaszysko wreszcie odleci. 
 Nie odleciało.
 W jednej chwili wrzasnęło przeraźliwie i zapikowało w dół, bez żadnego ostrzeżenia miażdżąc dziobem maskę starego samochodu, o który właśnie opierał się Trevor. 
 Chłopiec wydał z siebie pisk nie cichszy niż uprzednio potwór i rzucił się do biegu przez plac. Podmuch powietrza, który prawie powalił go na ziemię, poinformował go, iż zwierzę ponownie wzbija się do lotu. Przed Trevorem stanął dylemat godny bohatera - skupić się na ucieczce, czy na powodzeniu misji? Spodziewał się, że będzie tak jak we wszystkich książkach - że czas zwolni, a jemu uda się wszystko zaplanować i pokonać wroga. Niestety, na podjęcie tej trudnej decyzji miał czasu tyle co mgnienie oka. W biegu nałożył strzałę na cięciwę. Jeśli nie wystrzeli w ciągu paru sekund, minie plac i schowa się za kolejnym budynkiem, skąd nie uda mu się wycelować w zegar!
 Bestia znów zaszarżowała spadając szponami na ramiona chłopca, przewracając go i siłą rozpędu pchając go parę metrów do przodu po placu. Trevor poczuł jak ciężar zwierzęcia spada znienacka na jego barki, a twarz i dłonie ulegają poharataniu przez wilgotny, kamienny chodnik. Spróbował krzyknąć, ale upadek wyrwał mu powietrze z płuc. Nie marnował kolejnej chwili. 
 Gdy stwór się podniósł i zadarł szyję by wymierzyć ostateczny cios gigantycznym dziobem, Trevor w pół sekundy przewrócił się na plecy, zaciskając zęby z bólu i wymierzył prosto w pysk monstrualnego ptaka. Strzała poleciała przed siebie, a chłopiec spróbował jak najdalej się odsunąć. Niestety cel był bardzo blisko, więc gdy wybuchowy bełt sięgnął stwora w okolice prawego ślepia i eksplodował, podmuch przeturlał Trevora kolejne parę metrów. Zakręciło mu się w głowie. Przez mroczki obserwował, jak pióra bestii zajmują się ogniem, a ta próbuje odlecieć, w ostateczności jednak pada na środku placu, wydając z siebie pełne bólu okrzyki. 
 Chłopiec spróbował wstać, ale zaraz syknął z bólu i ponownie padł. Podciągnął nogawkę spodni i dostrzegł, że jego lewa noga jest potwornie obita. Od kolana w dół dało się dojrzeć głębokie otarcie, a całość bolała przy każdym ruchu. Musiał się stąd wydostać i to szybko. 
 Najpierw jednak czekała na niego misja. 
 Pamiętał, jak każda chwila jego życia wypełniona była zegarami. Zawsze wiedział, która godzina, na każdym kroku widział czasomierze - czy to w telefonie, czy tradycyjne, kieszonkowe, wiszące, na dworcu czy na takim właśnie placu. Aż w końcu ktoś wynalazł sposób na to, jak podróżować w czasie. 
 Z początku było normalnie, na ile wyprawy w przyszłość (z początku tylko na takie pozwalano - chciano uniknąć ewentualnych skutków zmian w przeszłości) mogą być normalne. Później jednak coś poszło nie tak. Do tej pory oficjalnie nie wiadomo co się właściwie stało, ale wszystkie zegary zaczęły wariować. Po prostu >wariować<. Wskazówki jak szalone kręciły się na wszystkie strony, co chwila zmieniały kierunek i prędkość, nie można się było zorientować w tym, co wskazywały. I żeby chodziło tylko o urządzenia - ale nie. Miotające się po tarczy strzałki ciągnęły za sobą bolesne skutki. Ludzie starzeli się w ciągu paru sekund, kobietom ciężarnym spłaszczały się brzuchy, dzieci zapominały, jak się mówi, a budynki rozsypywały się w pył. Oprócz znikania, coś zaczęło się też pojawiać. Prehistoryczne bestie, czy też może stworzenia z przyszłości, ze sztucznie zmodyfikowanymi genami? Nie było czasu na badanie skąd się wzięły. Niekiedy nie było nawet czasu na ucieczkę i ratowanie życia. Szybko zaczęły atakować ludzi, a ze zwykłymi zwierzętami stworzyły zabójcze krzyżówki. Miasta stały się dżunglami, cywilizacja w zaledwie parę dni podupadła, cofnęła się do koczowniczego trybu życia, w którym na każdym kroku trzeba walczyć o przetrwanie.
 "To wina zegarów, one wszystko pomieszały. Może gdy je zniszczymy, znikną też wszystkie te stwory?" - rzucił kiedyś dyrektor domu dziecka, który przygarnął chłopca. Postanowiono zniszczyć wszystkie czasomierze; i tak nie można im było już ufać. 
- Nie wiadomo, czy to w ogóle zadziała - rzucił sam do siebie Trevor, trzymając się za bolące miejsce i rozglądając się w poszukiwaniu nowego zagrożenia. - Ale tylu ludzi oddało za tę misję życie. To nasza ostatnia nadzieja. Czas zegarów musi dobiec końca.
 Nie wiadomo skąd znalazł w sobie siłę. Wstał, wyjął z kołczana jeszcze jedną wybuchową strzałę i posłał ją w stronę tarczy. Wskazówki zajęły się ogniem i zadrżały, po chwili dało się słyszeć trzask i spadły z wielkiej wysokości. Główny zegar w mieście został zniszczony. Istniała jeszcze szansa.

niedziela, 12 marca 2017

Patchwork

- Ile można oglądać koty w internecie? - rzucił na wstępie, zamiast przywitania.
- Skąd wiedziałeś co robiłam cały dzień? 
 Uśmiechnął się i podszedł do fotela, na którym siedziała, kontemplując facebook'ową tablicę. 
- Odpoczęłaś już, kanapowcu? 
- Tylko jeszcze bardziej się rozleniwiłam. 
- To znaczy, że nie masz ochoty wyjść z domu na przykład do kina?
 Jej sielankowy humor momentalnie się ulotnił.
- Niespecjalnie. 
- Och, przestań, jego tam na pewno nie będzie.
 Przed oczami stanęły jej wydarzenia ostatnich kilku tygodni. Gdyby zaledwie miesiąc temu ktoś zapytał ją, co będzie teraz robić, odpowiedziałaby zapewne, że wybierać suknię, przygotowywać listę utworów dla didżeja lub leżeć na ogromnym łożu z baldachimem w jego objęciach. A jednak - los bywa przewrotny. Czego jej brakowało, co miała inna? 
 Kiedy słyszymy "zdrada", wydaje się to okropne, lecz odległe. Na myśl przychodzi "mnie nigdy to nie spotka" czy "mój jest inny". Jakimże zaskoczeniem był przedwczesny powrót do domu z pracy i zastanie w upranej z rana pościeli nieznajomej. 
 Gdyby z kolei sześć miesięcy temu ktoś zapytał ją, jak będą układać się jej stosunki z bratem, odpowiedziałaby śmiechem. "Ja nie mam brata". Nie miała, dopóki obcy mężczyzna parę lat starszy od niej z matczynymi oczami zapukał do jej drzwi. Na początku nie chciała wierzyć, nie chciała mieć brata. 
 Teraz nie miałaby dokąd pójść.
- Nie można się tak cały czas umartwiać. Słuchaj, psychologiem nie jestem, ale moim zdaniem właśnie powinnaś się od tego oderwać. 
- No właśnie, nie jesteś.
- A ty nie jesteś 60-letnią wdową opłakującą męża. Masz prawo wyjść gdzieś i zapomnieć.
- Po prostu... Jeszcze nie dziś, okej?
 Spojrzał na nią tymi błękitnymi oczyma, które patrzyły na nią tyle razy w dzieciństwie, kiedy matka coś jej tłumaczyła. 
- W porządku. Idę do sklepu, chcesz coś?
 Poszedł do kuchni i dało się słyszeć trzask przesuwanych naczyń i otwieranych szafek.
- Nie, dzięki - przygryzła wargę.
 Wyszedł.
 Tak to jest, pomyślała. Życie, to taki trochę patchwork. Wydaje ci się, że wszystko do siebie pasuje, że twój koc jest idealny. A potem ktoś przychodzi i odrywa ci z niego kawałek. Każdy materiał jest niepowtarzalny, nie da się więc naprawić koca bez śladu. Po kolei, fragment po fragmencie doszywasz co tylko znajdziesz, aż w końcu powstaje jedyna w swoim rodzaju mieszanka pasków, kratki i kwiatów, jedwabiu i sztruksu... Przyjaźni, miłości, rozpaczy. Takie właśnie jest życie, podsumowała w myślach i powróciła do przeglądania śmiesznych kotów w internecie, których rozkoszne pyszczki pomagały zapomnieć.

Gwoli powitania...


 Będąc ciekawą wyzwań i z chęcią do spróbowania czegoś nowego postanowiłam wraz z koleżanką (http://wyzwanieopowiadanie.blogspot.com/podjąć się takiego ćwiczenia, jakim jest pisanie na określony temat. Interesuję się pisaniem, toteż zmobilizowanie się do robienia tego więcej i częściej, co może przynieść obiecujące efekty bardzo mi się spodobało. Jeśli wam też - zostańcie ze mną :)