Chłopak wstrzymał oddech i poczekał, aż bestia się oddali. Ta jednak wyraźnie nie skłaniała się ku temu. Wciąż rozglądała się, szukając czegoś pomiędzy budynkami. Zapewne jego.
Stał więc tak, wciśnięty między stary, porzucony wóz a wilgotną ścianę budynku naprzeciw wieży zegarowej z łukiem i wybuchową strzałą w ręce, czekając na okazję. Trevorem targały różne emocje. Ekscytacja, bo to w końcu właśnie jemu powierzono misję zniszczenia głównego czasomierza w mieście. Strach, ponieważ dziwaczne stwory panoszyły się i atakowały mieszkańców coraz bezczelniej. Niepewność, czy sprosta zadaniu i czy to przeklęte ptaszysko wreszcie odleci.
Nie odleciało.
W jednej chwili wrzasnęło przeraźliwie i zapikowało w dół, bez żadnego ostrzeżenia miażdżąc dziobem maskę starego samochodu, o który właśnie opierał się Trevor.
Chłopiec wydał z siebie pisk nie cichszy niż uprzednio potwór i rzucił się do biegu przez plac. Podmuch powietrza, który prawie powalił go na ziemię, poinformował go, iż zwierzę ponownie wzbija się do lotu. Przed Trevorem stanął dylemat godny bohatera - skupić się na ucieczce, czy na powodzeniu misji? Spodziewał się, że będzie tak jak we wszystkich książkach - że czas zwolni, a jemu uda się wszystko zaplanować i pokonać wroga. Niestety, na podjęcie tej trudnej decyzji miał czasu tyle co mgnienie oka. W biegu nałożył strzałę na cięciwę. Jeśli nie wystrzeli w ciągu paru sekund, minie plac i schowa się za kolejnym budynkiem, skąd nie uda mu się wycelować w zegar!
Bestia znów zaszarżowała spadając szponami na ramiona chłopca, przewracając go i siłą rozpędu pchając go parę metrów do przodu po placu. Trevor poczuł jak ciężar zwierzęcia spada znienacka na jego barki, a twarz i dłonie ulegają poharataniu przez wilgotny, kamienny chodnik. Spróbował krzyknąć, ale upadek wyrwał mu powietrze z płuc. Nie marnował kolejnej chwili.
Gdy stwór się podniósł i zadarł szyję by wymierzyć ostateczny cios gigantycznym dziobem, Trevor w pół sekundy przewrócił się na plecy, zaciskając zęby z bólu i wymierzył prosto w pysk monstrualnego ptaka. Strzała poleciała przed siebie, a chłopiec spróbował jak najdalej się odsunąć. Niestety cel był bardzo blisko, więc gdy wybuchowy bełt sięgnął stwora w okolice prawego ślepia i eksplodował, podmuch przeturlał Trevora kolejne parę metrów. Zakręciło mu się w głowie. Przez mroczki obserwował, jak pióra bestii zajmują się ogniem, a ta próbuje odlecieć, w ostateczności jednak pada na środku placu, wydając z siebie pełne bólu okrzyki.
Chłopiec spróbował wstać, ale zaraz syknął z bólu i ponownie padł. Podciągnął nogawkę spodni i dostrzegł, że jego lewa noga jest potwornie obita. Od kolana w dół dało się dojrzeć głębokie otarcie, a całość bolała przy każdym ruchu. Musiał się stąd wydostać i to szybko.
Najpierw jednak czekała na niego misja.
Pamiętał, jak każda chwila jego życia wypełniona była zegarami. Zawsze wiedział, która godzina, na każdym kroku widział czasomierze - czy to w telefonie, czy tradycyjne, kieszonkowe, wiszące, na dworcu czy na takim właśnie placu. Aż w końcu ktoś wynalazł sposób na to, jak podróżować w czasie.
Z początku było normalnie, na ile wyprawy w przyszłość (z początku tylko na takie pozwalano - chciano uniknąć ewentualnych skutków zmian w przeszłości) mogą być normalne. Później jednak coś poszło nie tak. Do tej pory oficjalnie nie wiadomo co się właściwie stało, ale wszystkie zegary zaczęły wariować. Po prostu >wariować<. Wskazówki jak szalone kręciły się na wszystkie strony, co chwila zmieniały kierunek i prędkość, nie można się było zorientować w tym, co wskazywały. I żeby chodziło tylko o urządzenia - ale nie. Miotające się po tarczy strzałki ciągnęły za sobą bolesne skutki. Ludzie starzeli się w ciągu paru sekund, kobietom ciężarnym spłaszczały się brzuchy, dzieci zapominały, jak się mówi, a budynki rozsypywały się w pył. Oprócz znikania, coś zaczęło się też pojawiać. Prehistoryczne bestie, czy też może stworzenia z przyszłości, ze sztucznie zmodyfikowanymi genami? Nie było czasu na badanie skąd się wzięły. Niekiedy nie było nawet czasu na ucieczkę i ratowanie życia. Szybko zaczęły atakować ludzi, a ze zwykłymi zwierzętami stworzyły zabójcze krzyżówki. Miasta stały się dżunglami, cywilizacja w zaledwie parę dni podupadła, cofnęła się do koczowniczego trybu życia, w którym na każdym kroku trzeba walczyć o przetrwanie.
"To wina zegarów, one wszystko pomieszały. Może gdy je zniszczymy, znikną też wszystkie te stwory?" - rzucił kiedyś dyrektor domu dziecka, który przygarnął chłopca. Postanowiono zniszczyć wszystkie czasomierze; i tak nie można im było już ufać.
- Nie wiadomo, czy to w ogóle zadziała - rzucił sam do siebie Trevor, trzymając się za bolące miejsce i rozglądając się w poszukiwaniu nowego zagrożenia. - Ale tylu ludzi oddało za tę misję życie. To nasza ostatnia nadzieja. Czas zegarów musi dobiec końca.
Nie wiadomo skąd znalazł w sobie siłę. Wstał, wyjął z kołczana jeszcze jedną wybuchową strzałę i posłał ją w stronę tarczy. Wskazówki zajęły się ogniem i zadrżały, po chwili dało się słyszeć trzask i spadły z wielkiej wysokości. Główny zegar w mieście został zniszczony. Istniała jeszcze szansa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz